Instrumenty perkusyjne są wspaniałe!
Niesamowicie rozwijają dziecko poprzez doświadczenie tworzenia muzyki. Dzięki nim każdy może muzykować. Nie mówiąc już o tym jakie to przyjemne. Dodatkowo dziecięce wersje profesjonalnych instrumentów są kolorowe i piękne. Sama radość!
Jednym słowem: instrumenty perkusyjne są wspaniałe…
ALE
…drogie.

Podsunę Wam więc kilka pomysłów jak samemu (a najlepiej z dzieckiem) zrobić kilka instrumentów, prawie bez kosztowo, z rzeczy, które na ogół mamy w domu.

Według mnie to rozwiązanie jest nie tylko lepsze bo tańsze, ale głównie dlatego, że radośniejsze – więcej przy nim zabawy z dzieckiem i to uczucie rozpierającej nas (i dzieci) dumy, gdy zrobimy coś zupełnie sami!

Słówko teorii:

Wszelkiego rodzaju bębny to instrumenty muzyczne z grupy membranofonów, potrzeba więc czegoś co posłuży nam jako membrana oraz pudło rezonansowe.

Do dzieła!

POTRZEBUJEMY:

– puste opakowanie po kawie zbożowej lub inne w kształcie tulei
– balonik
– taśmę do przytrzymania balona (ja użyłam izolacyjnej) lub gumkę recepturkę
– coś do ozdoby (ja użyłam taśmy washi, ale mogą być to farby lub naklejki)

Krok 1 – przycinamy balon

i tak powstała nasza membrana

Krok 2 – naciągamy membranę na pudełko (teraz już fachowo: pudło rezonansowe)

Krok 3 – dla pewności membranę „przytrzymujemy” mocno taśmą izolacyjną lub naciągniętą gumką recepturką

Krok 4 – dowolnie ozdabiamy i gotowe!

Wysokość dźwięku naszego bębenka będzie zależeć od naciągnięcia membrany, możecie więc eksplorować to zjawisko i zrobić kilka sztuk wykorzystując różnej średnicy pudełka lub zmieniając stopień naciągnięcia balonika. Sprawdźcie też jakie jest jego brzmienie gdy podczas uderzania bębenek leży na stole, a jakie gdy trzymacie go w ręce. Do gry dobrze posłuży ołówek z gumką.

Zabawa na cały dzień.

Minimum.

Kto zrobił i cieszył się przy tym jak małe dziecko?

 

P.S. Innym razem zrobiliśmy bębenek gdy skończyła nam się Inka. W tym przypadku nasz bębenek miał dźwięczny, metaliczny „poblask” i długie wybrzmienie, a to dzięki temu, że dno pudełka kawy Inka zrobione jest z metalowej blaszki.

 

Rytuały – czyli czynności powtarzane niemal każdego dnia (lub w każdym tygodniu) to coś innego niż jednorazowe, podjęte spontanicznie muzyczne aktywności. Rzecz jasna i takie są super, ale w tym wpisie skupiam się na rytuałach jako na tych, które zbudowane są na silnym fundamencie powtórzeń. 

Wprowadzając do codziennej rutyny rytuały muzykowania wybieramy najlepszą z możliwych opcję umuzykalniania dziecka, ponieważ odbywa się to naturalnie, w domowych warunkach, w poczuciu komfortu i bezpieczeństwa. Dodatkowo z czasem takie rytuały po prostu wchodzą w krew i stają się czymś w rodzaju znaku rozpoznawczego Waszej rodziny lub, w przypadku nauczycieli Waszej relacji z dziećmi podczas zajęć. 

Rytuały muzykowania, które warto wprowadzić w domu

Oczywiście nie koniecznie wszystkie – wybierzcie te, które najbardziej pasują do Waszego kontekstu rodzinnego

1. Piosenka „kocham Cię” lub „dzień dobry” w godzinach porannych

Nie chodzi tu o jakąś konkretną piosenkę, to może być cokolwiek. Chodzi raczej o ustalenie „rozśpiewanego nastroju” od rana. U mnie w domu taką funkcję przez długi czas – szczególnie gdy w domu było niemowlę – pełnił refren piosenki „Dzień dobry kocham Cię” choć nie śpiewałam tam więcej słów ponad te z tytułu 🙂 Bo tu naprawdę nie chodzi o konkretną piosenkę tylko o śpiewanie i pozytywne przesłanie!

2. Potańcówki

U mnie najbardziej sprawdzają się po południu lub tuż przed kolacją jesienią i zimą, gdy za oknem ciemno i smutno jakoś czasami. Muzyka musi po prostu pobudzać do tańca i podobać się Wam. Naszych ulubieńców znajdziecie we wpisie: Najlepsze piosenki do potańcówek z dziećmi – subiektywne TOP 10

3. Wspólna gra na instrumentach 

– to mój faworyt. Chodzi o zupełnie swobodne granie w rytm ulubionej muzyki. Na czym popadnie i jakkolwiek 🙂

4. Kołysanka przed pójściem spać

Najlepiej rzecz jasna śpiewać a capella lub z akompaniamentem instrumentu (gitary? ukulele?) albo może to być także z towarzyszeniem płyty – ważne by śpiewać 🙂 Więcej o wartości śpiewania kołysanek przeczytacie tu: 4 fakty, których o kołysankach nie wiedziałeś A tutaj propozycje pięknych kołysanek do znalezienia na YouTube:  Wartościowe kołysanki z YouTuba

5. Książeczki do muzykowania

Jeśli nie jesteś przekonany wyśpiewywania dzieciom do kołysanek to doskonałą alternatywą na wieczorny rytuał jest wykorzystanie książeczek do muzykowania. Jako, że u nas w domu jest ich sporo (używamy je przy wielu okazjach i pisałam o tym tutaj: Książeczki do muzykowania – rodzicielski „lifehack” ) to często wieczorami jedną książeczkę czytamy, a drugą śpiewamy 🙂 

Z mojego doświadczenia wynika, że rytuały to także sposób na „indywidualistów”, czyli dzieci, które gdy zależy to od nich to chętnie pomuzykują, ale siedzą niewzruszone, lub wręcz nieruchomieją gdy to rodzic podejmuje próby wspólnej aktywności muzycznej. Z reguły próbuje on raz czy dwa i stwierdza – „moje dziecko nie jest tym kompletnie zainteresowane, wspólne muzykowanie – to nie dla nas”. Ale będąc wytrwałym i wprowadzając któryś z rytuałów systematycznie okazuje się często, że po jakimś czasie maluch zaczyna się o tę aktywność dopominać. 

Rytuały muzykowania, które warto wprowadzić w pracy z dziećmi

Tu sprawa wygląda podobnie, rzecz jasna nie koniecznie chodzi o to by stosować wszystkie – wybierzcie te, które najbardziej pasują do sposobu w jaki pracujecie z dziećmi

  • piosenka powitalna
  • czas kołysanki – dzieci kładą się na podłodze nauczyciel kładzie się z nimi i śpiewa piosenkę (lub ewentualnie puszcza ją z płyty i śpiewa do niej) 
  • potańcówka – swobodna, każde dziecko tańczy jak chce
  • wspólna gra na instrumentach perkusyjnych – takich zrobionych w klasie lub kupionych – można wykorzystać także garnki, pokrywki, pudełka, zabawki i inne przedmioty. Korzystamy z akompaniamentu odtwarzacza muzyki, rozsypujemy instrumenty na podłodze i dajemy dzieciom pełną swobodę używania ich – oczywiście towarzysząc im!
  • czytanie książek z akompaniamentem instrumentów – często w przedszkolach nie ma tyle instrumentów, by starczyło dla całej grupy. Gdy mamy ich tylko kilka warto wykorzystać je jako akompaniament do opowiadanej lub czytanej historii – troszkę na zasadzie mini-przedstawienia lub słuchowiska tworzonego na żywo. Tak jak w poniższym przykładzie:

  • piosenka sytuacyjna: o myciu zębów lub rąk, o jedzeniu, o ubieraniu się, o siadaniu na dywanie lub robieniu koła – chodzi o to by zdecydować się na taką, którą będziemy używać zawsze 
  • piosenka pożegnalna 

Zarówno w domu jak i w pracy z dziećmi rytuały sprawdzają się fantastycznie. Sprawdźcie sami, a jak macie już w tym temacie doświadczenie to podzielcie się w komentarzu.

To jest wpis prosto z serca. Kto mnie już troszkę zna ten wie, że jestem prawdziwą pasjonatką przynajmniej dwóch rzeczy: muzykowania i dobrych książek dla dzieci. No i bum! Dziś o książkach do muzykowania, które są najlepszym narzędziem do rodzicielstwa jakie umiem sobie wyobrazić. 

W naszym domu „sing-along books” są najczęściej używanymi książkami (nie spodziewajcie się tu więc zdjęć nowiutkich egzemplarzy książek :D) Nie tylko dlatego, że to super zabawa, więc ja często po nią sięgam, ale także dlatego, że są to książki po które najwcześniej i najchętniej sięgają moje dzieci. Zachodzi tu takie zjawisko, że gdy pytam mojego cztero czy dwulatka czy może sam przeczytać jakąś książkę to tłumaczą mi, że nie umieją czytać (choć rzecz jasna oglądają je sobie). Ale śpiewać? Śpiewać każdy potrafi, więc po taką książkę sięgnąć i ją „wyśpiewać” to nie problem. 

Niektórzy z Was piszą do mnie także, że dzieci (szczególnie te starsze) nie lubią gdy czyta im się książki po angielsku i jedyną akceptowalną przez nich formą wprowadzenia dodatkowego języka jest wykorzystanie muzyki. Dlatego właśnie takie „narzędzia” w domu mieć to niemal rodzicielski „life hack” 🙂

Jeśli jest ktoś nie przekonany do tego, żeby takie książki w domu posiadać (choć mnie się to w głowie nie mieści;)) to pośród wielu ich zalet wymienię tylko, że:

  • Są świetne gdy nie czujemy się swobodnie w muzykowaniu – gdy masz poczucie, że słoń nadepnął Ci na ucho i zastanawiasz się czy nie krzywdzisz swoich dzieci wydając z siebie dźwięki, książeczki które się śpiewa po prostu dodają pewności siebie
  • Są idealne do wprowadzania dwujęzyczności w domu (jeśli książeczki są po angielsku – tak jak te, prezentowane w poniższym wpisie)
  • Są niczym iskra zapalająca do muzykowania – bo jak już wyśpiewasz raz, to czemu następnym razem nie wziąć bębenka i nie zaakompaniować lub rozdać w tym czasie instrumenty dzieciakom. A jak już Ci bębenek zbrzydnie to może sprawisz sobie małe ukulele i nauczysz się tych trzech chwytów potrzebnych do „Old McDonald had a farm”? I dalej już leci… Nie mówiąc o tym, że potem zaczynasz wyśpiewywać książki, które wcale do wyśpiewywania być nie miały, melodyjnie wołasz dzieci na kolację, wyśpiewujesz piosenki znane Ci z książeczek stojąc z dzieckiem w korku i nawet się nie spostrzegasz, gdy zapewniasz dziecku najlepsze warunki do rozwoju muzycznego – mimochodem 😉
  • Doskonale nadają się dla noworodków – czytanie kilkutygodniowemu człowiekowi książki ma w sobie element pytania o sens, ale śpiewanie maluchowi to już sprawa zupełnie naturalna
  • W przypadku książki z płytą – dzieci uczą się aktywnego słuchania, skupiania uwagi, wyrabiają pamięć słuchową oraz wyobraźnię. A narracja plastyczna w tym przypadku obrazuje kontekst, oddaje charakter muzyki i ułatwia pojmowanie konceptu zawartego w danym utworze.
  • Są idealnym sposobem na zamknięcie dnia. Moje dzieciaki rytualnie odsłuchują piosenek wieczorem na dobranoc, wyciszając się nieco, odpływając i zasypiając. A ja potem cichuto wchodzę i im wyciągam książki z pod policzków 🙂
  • Można je też czytać! – tylko po co?

Poniżej podrzucam Wam moich faworytów w kategorii: „sing-along books

Mój absolutny numer 1

Uwielbiam coś kupić tanio (jak się sami z resztą przekonacie w dalszej części wpisu, który oparty będzie na samych promkach, akcjach i okazjach), ale przyznaję, że za tę rzecz warto zapłacić! Rok temu – w jednym z pierwszych wpisów na tym blogu, pisałam o swojej wielkiej miłości do wydawnictwa Barefoot Books, którego jedną książkę z płytą – kołysanki „Mrs. Moon” otrzymałam kilkanaście lat temu! Było to podczas mojego pobytu w USA i jaka wielka była moja radość 4 lata temu, gdy okazało się, że wydawnictwo to ma swój kanał na YouTube z cudną muzyką i pięknymi animacjami swoich książeczek typu sing-along. Do głowy mi nie przyszło, że takie książeczki uda mi się zdobyć. Wyobrażacie więc sobie moją radość gdy okazało się, że mogę wybierać i przebierać on-line w polskiej księgarni Kangurek (https://ksiegarniakangurek.pl) w ofercie wydawnictwa Barefoot Books i to w cenie która nie zabija wcale, a wcale (czego się obawiałam) – czyli 34 zł za książkę z płytą i nutami! 

Warto wspomnieć, że w książeczce oprócz tego co w wersji animowanej znajduje się kilka dodatkowych stron z treściami poszerzającymi kontekst piosenki, a także, że na płycie jest wersja tradycyjna z wokalem oraz sam podkład do współwykonywania 🙂

Ja posiadam:

  • Driving the tractor 
  • The wheels on the bus
  • Up, up, up!
  • Space song rocket ride
  • We all go traveling by

I czuję, że wcale na tym nie poprzestanę. Wszystkie pięknie zilustrowane, wszystkie z płytą i doskonałą muzyką na niej. Z resztą kto nie wierzy niech się przekona.

Więcej o tym cudnym wydawnictwie i ich kanale na YouTube pisałam we wpisie o wartościowej muzyce dla dzieci po angielsku

Piękny numer 2

Tu już wchodzimy w okazje, promki i wielką dumę z udanego zakupu. Zestaw 6 książek kupiłam w TKMaxx za kilkanaście złotych! Ale dałabym za niego i stówkę, bez mrugnięcia okiem. 

Są przeciekawie zilustrowane – to tak jakby zdjęcia elementów uszytych ze skrawków różnych materiałów.

Książeczki są bez płyty, ale to co dla nich specyficzne to modyfikacja w tekście. Tak więc na farmie starego McDonalda znajdziecie np. wilki które przestraszyły resztę zwierząt, więc musiał przyjechać po nie hycel i je zabrać bo się w takim terrorze nie dało żyć 🙂

W tym zbiorze posiadam takie tytuły:
– Old McDonald had a farm
– Hey diddle diddle
– The wheel on the bus
– Twinkle twinkle little star
– There was an old lady who swallow a fly
– Incy Wincy spider

Możliwe, że było ich więcej, ale wiecie jak to jest z polowaniem w TKMaxx – raz zwycięstwo, raz porażka.

Nie najpiękniejsze, ale praktyczne bardzo

I znów świetna okazja w TKMaxx – zestaw 4 książek za nieco ponad 20 zł z tego co pamiętam. I chociaż grafika zupełnie przeciętna (a szkoda) to przez swoje kartonowe wydanie ze smaczkami typu wykrojone postacie, to książeczki te są już przez moje dzieciaki zmaltretowane. W zestawie

– Old McDonald had a farm
– The wheel on the bus
– Five in the bed
– If you’re happy and you know it

Mogłabym się jeszcze poprzechwalać tym co w domu posiadam, bo nie przesadzam pisząc, że jestem absolutną fanką książeczek do śpiewania, ale niestety pozostałe elementy naszej kolekcji  – a jest ich jeszcze kilkanaście – trafiły do mnie w sposób nie do odtworzenia. Coś znalazłam na „garage sale”, coś dostałam, coś kupiłam w second handzie, coś od znajomych co się przeprowadzali…

Aby więc wpis był konkretny i na temat, zakończę w ten sposób:

  • Kto nie ma takiej książeczki w domu niech kupi choć jedną i spróbuje, a podejrzewam, że oszaleje tak jak ja. A jak nie on to przynajmniej jego dziecię!
  • Hurra dla księgarni Kangurek ( i być może innych księgarni – nie wiem, nie sprawdzałam – tak się ucieszyłam, jak zobaczyłam, że tam były, że już więcej nie szukałam) która sprzedaje takie perły jak sing-along books wydawnictwa Barefoot Books
  • Hurra dla udanych połowów w TKMaxx

Jednym z naszych umuzykalniających rytuałów są „potańcówki” lub „jam session” –  czyli po prostu włączamy muzykę i szalejemy. W przypadku potańcówek: tańczymy, biegamy, ja coś próbuję ćwiczyć – każdy to co lubi i potrzebuje, jeśli zaś chodzi o dżemowanie” to polega ono na tym, że wyjmuję koszyk instrumentów, kładę na dywanie i niech się dzieje!  I o ile w miesiącach letnich takie sesje urządzamy sobie raz/dwa razy w tygodniu o tyle w miesiącach jesienno-zimowych staje się to naszym codziennym rytuałem.

Po co to? Po to, by nie niszczyć i tłumić, tylko pielęgnować i rozwijać potencjał muzyczny z jakim rodzi się każde dziecko. I robić to tak naturalnie jak to jest w przypadku jego potencjału do mówienia czy chodzenia. Więcej o tym posłuchacie tu:

A w tym wpisie dzielę się z Wami naszymi ulubionymi piosenkami do takich wybryków. A na końcu znajdziecie link do playlisty, którą stworzyłam dla Was na YouTube (swoją prywatną mam na Spotify/Itunes – co sprawdzało się u mnie bardzo bo mam ją zawsze pod ręką gdy humorki dzieciaków wymagają nowego zastrzyku energii).

Oto nasze TOP 10

Happy 

Pharrell Williams

Groovin’ on a feeling

Laid Back 

Never Let You Go 

Kygo

Night Train

James Brown 

Wind the Bobbin up 

Pomelody

Stevie Wonder i Ariana Grande

Faith

Merecumbe 

Johnny Colon

Sugar, Honey, Honey

The Archies

I Feel Good

James Brown 

Uptown Funk 

Mark Ronson

Jak pewnie zauważyliście są to takie piosenki, które nastrajają na dobry humor, także nawet i element muzykoterapii się wkrada 😉

A kto nie subskrybuje kanału Pomelody, tego zachęcam bardzo bo znajdziecie tam nie tylko playlistę z muzyką taneczną dla dzieciaków –> Playlista na YT

ale także wiele innych skarbów.

Miłego!

Często Wam proponuję jakiś „przepis” na instrument sugerując, że stworzycie go z rzeczy znalezionych w domu. Nie wiem czy to tylko ja tak mam, ale nie ma u mnie takiego miesiąca, żeby gdzieś w kuchni nie leżała jakaś opuszczona zakrętka od słoika. Ja naprawdę nie wiem co ja z tymi słoikami robię! Więc jeśli jest ktoś taki jak ja, komu takie zakrętki od słoika się w domu pałętają to uraduje go wieść, że można z nich zrobić coś ekstra! Banjo!

POTRZEBUJEMY:

  • patyczek lekarski
  • zakrętkę od słoika
  • 4 gumki recepturki
  • taśmę typu „duct tape” albo inną mocną taśmę
  • ozdobną taśmę washi tape (do dekoracji patyczka – można również udekorować go inaczej lub nie dekorować wcale)
  • nożyczki

Let’s go:

1. Gumki recepturki przecinamy.

Robimy to po to by zawiązać je na pokrywce uwzględniając fakt, że im bardziej je naciągniemy tym wyższy będzie ich dźwięk.

Na tym etapie możemy nawet te gumkowe struny nastroić odpowiednio je naciągając

2. Odcinamy niepotrzebne fragmenty

3. Rozsuwamy gumki, ustawiając w odpowiedniej pozycji

4. I przyklejamy na nie taśmę, by nie przesuwały się

5. Ozdabiamy patyczek

6. Patyczek przyklejamy do zakrętki

I gramy 🙂

Bardzo proste! Bardzo przyjemne!

O tym, że w tym świecie mnóstwo jest muzycznego „fast foodu” i jak go odróżnić od muzyki wartościowej, był już całkiem obszerny wpis (Sprawdź czy karmisz dziecko estetycznym fast foodem).

O tym, że YouTube to ocean syfu w którym pływa kilka złotych rybek, ale trzeba się porządnie naszukać, Pomelody to hodowla złotych rybek, a sklep Pomelody to miejsce w którym można je złowić bez wysiłku, też już było.

A dziś znów pigułka. Prace przeszukiwawcze wykonałam za Was i przedstawiam gotowe propozycje „skarbów YouTuba” – piosenek, które doskonale nadadzą się jako akompaniament do zabaw w pokoju dziecięcym lub do wspólnego słuchania, zapewniając równocześnie wartościowe środowisko muzyczne.

Nie wierzcie mi na słowo – sprawdźcie sami!

W związku z licznymi prośbami skompletowałam dla nas YouTubową playlistę z wartościową muzyką dla dzieci. Link na końcu wpisu. Znajdziecie tam ponad 60 piosenek (w tym kilkanaście pełno wymiarowych piosenek Pomelody) które polecałam tutaj oraz w różnych innych wpisach i postach na blogu. A dodatkowo będę tę playlistę aktualizować i dorzucać jakieś skarby napotkane, więc zapiszcie sobie ją.

Rozpocznijmy od krótkiego przypomnienia:

Cechy bogatego środowiska muzycznego

⁃różnorodność barw (a więc różnorodne instrumentarium)

⁃różnorodność stylistyczna (każdy ze stylów muzycznych to jak inny gatunek książki – rządzi się innymi prawami, a więc wnosi inną wartość)

⁃różne tonacje i skale (istnieje daleko więcej sposobów organizacji dźwięków niż tylko gama wesoła i smutna, muzyka która otacza nas w ogromnej większości utrzymana jest w tonacji durowej, czasem zdarzą się utwory molowe – te smutne – ale to wciąż tak jakby powiedzieć, że obrazy są namalowane farbami niebieskimi lub czerwonymi. A co z całą paletą pozostałych barw?)

⁃różne metra – w naszym poniższym zestawie takiej akurat różnorodności nie znajdziecie niestety – w tym przypadku zdecydowanie bardziej polecam Pomelody 😉

Zaczynamy…

…od jednej z moich ulubionych kolekcji muzyki – Putumayo. Polecam chyba wszystko co pod tą zbiorczą nazwą wydano, ale ja wybrałam dla nas (i naszych dzieciaków) kilka poniższych pozycji:

Zwróćcie uwagę na różnorodność także w warstwie językowej. Może nie myśleliście o tym w ten sposób, ale różne języki to także różne melodie, a dzieciom wcale nie przeszkadza, że to coś czego nie rozumieją.

No i regge po francusku – czemu nie!?

Gdy czas „do roboty”

Mam taki pomysł (jeszcze niezrealizowany) by tę piosenkę puszczać wtedy gdy czas już sprzątać, a raczej odgruzować dziecięcy pokój. Ma w sobie to coś co sprawia, że chce się chwycić za klocki, puzzle, samochodziki i pokazać im gdzie ich miejsce! Przynajmniej ja to tak odczuwam 😉

Jump in the line

Doskonała do szaleństw, skoków do rodzinnej potańcówki LUB puszczenia dzieciom w pokoju (po uprzednim usunięciu niebezpiecznych przedmiotów) i zamknięcia za nimi drzwi… ufff – kawka!

Mały książę

tej ekranizacji nie oglądaliśmy (a czujemy, że warto, tylko czasu wciąż brak), ale muzykę polecamy całym sercem.

Pomelody

Muzyka w ramach aplikacji Pomelody jest nie tylko ciągle świeża (co tydzień pojawia się nowy materiał), ale również maksymalnie zróżnicowana. Każdy sezon to jakby zestaw ok. dwudziestu płyt z muzyką w różnych stylach. Piosenki skomponowane są tak by dziecko osłuchiwało się z różnymi skalami, metrami, instrumentami, ale  przede wszystkim tak (biorąc pod uwagę to, że to rodzic jest muzycznym autorytetem dziecka) by sprawiały przyjemność także rodzicom! Na YouTube dostępne są te „zabawowe” piosenki:

Musicale!

Czy mówiłam Wam już, że swego czasu mój dwulatek miał absolutną „fazę” na muzykę z amerykański musicali, z naciskiem na Singing in the rain. Wypróbujcie na swoich dzieciach, bo taka muzyczka to czyste piękno.

The Chordettes

Coś jest w tych paniach. Są czarujące! A wybrane, poniższe utwory czarują i dzieciaki i dorosłych.

„Ten Hipopotam”

My – rodzice znamy i lubimy, a czy puszczaliście swoim dzieciakom? U nas strzał w dziesiątkę!

EDIT:

Kliknijcie w piosenkę poniżej i cieszcie się  gotową playlistą zawierającą ponad 60 wartościowych piosenek idealnych dla malucha, starszaka i całej rodziny 👉👉

A więcej inspiracji w tematach wartościowych materiałów dla dzieci znajdziecie także w naszej fejsbukowej grupie – Power of Melody | Wartościowe materiały dla dzieci

Kołysanki w tytule. Czyli super! bo narzędzi, by dziecko wyciszyć, zapewnić przyjemny rytuał, a przy okazji jeszcze bardzo, ale to bardzo poszerzyć jego horyzonty muzyczne (ponieważ to co poniżej to muzyczka niezwykle bogata i różnorodna) nigdy za wiele.

Ale w tym krótkim wstępie chciałam tylko dać znać, że ta muzyczka doskonale nada się także do zabawy (jako akompaniament do oglądanie książeczek, układania puzzli czy zabawy lalkami/samochodami), jazdy samochodem, oraz w wersji audio-wizualnej sposób na poradzenie sobie z czasem oczekiwania w kolejce do lekarza lub zajęcie dziecka na ten krótki moment gdy chcemy tylko … ( i tu każdy rodzic uzupełnia).

Nie przedłużając, poniżej znajdziecie listę linków do YouTuba z pięknymi i niesamowicie wartościowymi muzycznie kołysankami z całego świata. Jest to rzecz jasna mój subiektywny wybór, ale możecie mi wierzyć, że pod kątem zbilansowanej muzycznie diety dziecka warto!

Rozpoczynamy od wielogłosowej, afrykańskiej kołysanki a cappella (bez towarzyszenia żadnych instrumentów). Te niesamowite współbrzmienia tworzą jedynie głosy!

Ten utwór otwiera umysł! Jeśli wsłuchacie się w linię melodyczną możecie dojść do wniosku, że słyszycie tam więcej dźwięków pomiędzy tymi: do, re, mi, fa, sol… do których jesteśmy przyzwyczajeni. I na tym polega piękno utworów różnych kultur – przypomina nam że zachodnioeuropejskie piosenki nie posiadają monopolu na termin „muzyka”!

Kołysanka niby duńska, a jakoby taka nasza! I piękna animacja (jak i w poprzednich przypadkach) na dokładkę. Mniam.

Również polski akcent pojawił się w tej niesamowitej serii Kołysanek z całego świata. Aniamacja wciągająca bardzo, aranżacja wciągająca jeszcze bardziej, a to po prostu nasze Z popielnika na wojtusia!

Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze trzech muzycznych pięknościach afrykańskiego pochodzenia z tak nieprawdopodobnie ślicznymi animacjami!

Nie byłabym też sobą, gdybym nie zawarła w tej liście Pussycat Pomelody, które do snu nadaje się tak samo wyśmienicie jak i do śniadania, obiadu i kolacji.

Przez kilka miesięcy ta piosenka była ulubionym utworem do zasypiania dla mojego dwulatka. Nie dziwię się mu bo sama jak jej słucham to gdzieś odpływam. Jest znacznie żywsza niż wszystkie powyżej, jest też najbardzej zbliżona do tego co otacza nas na codzień.

Na zakończenie tej „listy osobistej” jeszcze jeden polski akcent, a zarazem moje nowe odkrycie. Właściwie nie moje – dziękuję za nie jednej z mam zaglądajcących bloga. Absolutnie nieziemska płyta: Kołysała mama smoka – Prusinowskich.https://www.youtube.com/watch?v=TAOHrwu_XOw Płyta cała do słuchania codziennie! A tu podsyłam to co dostępne na YouTube oraz Soundcloud:

Kto zadowolony z takiej listy skarbów YouTuba niech posyła w świat.

A jeśli macie coś czym tę listę warto uzupełnić to dajcie znać, polecam się bardzo.

Podczas większości naszych warsztatowych pogaduch z rodzicami, rozmawiamy o tym jak cudowna może być muzyka i jak wspiera rozwój naszych dzieci. Kto był tu wcześniej, to natknął się na wezwania do kreowania bogatego środowiska muzycznego dla naszych pociech, ponieważ to my – rodzice kierujemy ich wczesnym rozwojem i budujemy więzi i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego właśnie śpiewamy, gramy „na czym popadnie” i słuchamy jak najwięcej różnorodnej muzyki, by wykorzystać super moc dźwięków. To wszystko prawda!

Ale… czasem zapominamy o ciszy!

Mózg słucha nawet gdy Ty „nie słyszysz”!

Może zdarza się Wam wrócić do domu i w pierwszym odruchu włączyć jakiś odbiornik? Radio, TV, internet – czasem wszystko naraz. Często kierują nami nasze nawyki i całkowicie nieświadomie potrzebujemy wypełnić ciszę dźwiękami. Nie zauważamy, że przez to w naszym otoczeniu pojawia się „zanieczyszczenie dźwiękowe”. Mnóstwo niepotrzebnych hałasów, które przecież cały czas są przetwarzane przez nasz mózg. Owszem, możemy się do nich przyzwyczaić, nawet do tego stopnia, że ich „nie słyszymy”. Tylko że nasza głowa pracuje nad tym cały czas, bez odpoczynku. I nie ułatwiamy jej zadania. Często słyszę, że ktoś włącza radio, bo może akurat powiedzą coś ciekawego lub telewizor tak dla „odmóżdżenia”. No dobrze, ale zobaczcie, że nie otwieracie lodówki po wejściu do domu tylko dlatego, że może zaraz zgłodniejecie. Skąd więc taka ucieczka przed ciszą?

A pamiętać trzeba, że dzieci są dużo wrażliwsze na te brudne dźwięki, co w skrajnych przypadkach może skutkować problemami ze snem, nerwowością, nadpobudliwością czy zaburzonym poczuciem bezpieczeństwa.

Cisza jest potrzebna do:

Dla mam starszych dzieci cisza oznacza często, że właśnie dzieje się coś podejrzanego i jak najszybciej trzeba agenta zlokalizować. Coś w tym jest, ale nie tylko po to nam cisza.

W ciszy można wsłuchać się w siebie, pomyśleć na spokojnie, prawdziwie odpocząć. Znacznie lepiej też reaguje się na muzykę, gdy umie się docenić ciszę. Powinniśmy pokazać dziecku, jak jest ona ważna dla nas, ale i dla niego samego.

Dziś więc prośba – pozwólcie sobie i swoim dzieciom na kilka minut ciszy i zobaczcie, czy czujecie się lepiej.

Więcej o brudzie

„Zanieczyszczenie zwykle kojarzy nam się z brudem, który możemy zobaczyć lub poczuć. Dźwięki także potrafią jednak „zanieczyścić” nasze środowisko w sposób podobny do tego, jak robią to śmieci czy toksyczne wyziewy. Zanieczyszczenie hałasem definiuje się jako nadmierny hałas albo nieprzyjemny dźwięk, który w jakiś sposób stanowi naruszenie równowagi środowiska (także wówczas, gdy tym środowiskiem jest centrum dużego miasta: nie trzeba tu ograniczać się do „dzikiej przyrody”).”

To tylko fragment krótkiego artykułu o brudnych dźwiękach. Jeśli jesteście ciekawi, zachęcam do zajrzenia. Króciutki i konkretny. Znajdziecie tam także skutki zanieczyszczenia hałasem widoczne w naszym funkcjonowaniu

Podsumowując: 

Żyjemy w świecie, gdzie otacza nas coraz więcej dźwięków. Świat pędzi, my pędzimy i staramy się za wszystkim nadążyć. Stąd czasami zbyt dużo dźwiękowych bodźców w naszej codziennej rzeczywistości. Niby taka mała rzecz, a może mieć znaczenie i duży wpływ na nasze funkcjonowanie, więc dbajmy o jakość i ilość otaczających nas dźwięków!

Autorką tekstu jest Jagoda Rusowicz – mama Mikołaja, oczekująca drugiego dziecka, muzykoterapeutka, instruktor rytmiki, licencjonowana nauczycielka zagranicznych programów muzycznych. Od 4 lat prowadzi z warsztaty z muzykoterapii (pracując zarówno z dziećmi jak i dorosłymi), zajęcia rodzinnego muzykowania POMELO oraz KIWI dla rodzin z dziećmi o specjalnych potrzebach.

Marzy Ci się by Twoje dziecko grało na jakimś instrumencie? Sam/sama potrafisz grać i wiesz jakie to przyjemne? Uważasz, że piękne to były czasy gdy umiejętność gry na fortepianie, w dobrym domu była czymś naturalnym? A może dowiedziałaś się jak stymulująca rozwój mózgu jest umiejętność gry?

Według mnie właściwie każdy powód jest dobry, by edukować swoje dziecko muzycznie. Istotą jest jednak jak będziemy to robić, bo tak naprawdę wiek 7 – 9 lat, kiedy najczęściej rodzice podejmują decyzję o posłaniu dziecka na lekcje gry lub do szkoły muzycznej, to już baaardzo późno na rozpoczęcie działać w zakresie tzw. „umuzykalniania dziecka”.

Instrument muzyczny to nic innego jak kolejne narzędzie do muzycznej ekspresji, ale by dziecko mogło go użyć do wyrażania się, musi najpierw mieć coś do powiedzenia! Gra na instrumencie ma sens tylko wtedy, gdy wykorzystywać będziemy w niej nasze doświadczenia zdobyte podczas używania pierwszego, podstawowego i najważniejszego instrumentu jakim jest nasze ciało i głos. Nie będzie więc miało sensu odtwarzanie utworów z nut, jeśli najpierw nie będziemy wypełnieni treścią, którą chcemy światu przekazać (zdobytą podczas swobodnego muzykowania) tak samo jak nie miało by sensu uczenie 2 latka wierszy Miłosza, jeśli sam nie byłby w stanie skonstruować jeszcze zdania. Najważniejsze jest więc wykorzystanie ruchu i śpiewu od maleńkości o czym zawsze powtarzam przy okazji programu Pomelody.

Kolejny etap to zapewnienie dziecku możliwości obcowania z samym zjawiskiem różnorodności barw jakie powstają w wyniku używania instrumentów. Co więc robić by jak najwcześniej (= najnaturalniej) wprowadzić dziecko w świat instrumentów muzycznych?

Oto 6 łatwych, przyjemnych i zabawnych sposobów:

  1. Wspaniałym sposobem na wprowadzenie w świat maluszków koncepcji instrumentu i podstawowych elementów muzyki (np. rytmu) jest używanie otaczających dziecko przedmiotów z życia codziennego. Rzeczy takie jak garnki, pokrywki, sztućce, drewniane łyżki, pojemniczki na przyprawy, szklane butelki wypełnione różną ilością wody, folia bąbelkowa, ołówki i długopisy, linijki itd. mogą być użyte do tworzenia przeróżnych dźwięków
  2. Jeśli tylko nadarzy się okazja, by gdzieś pograć lub postanowisz przeznaczyć trochę pieniędzy na zakup kilku instrumentów, pozwól dziecku odkrywać różne sposoby ich użycia i produkcji dźwięku. Wybierz instrumenty perkusyjne o określonej i nieokreślonej wysokości dźwięku (np. dzwonki i marakasy albo bum-bum rurki i trójkąt)
  3. Jeśli nie chcesz jednak wydawać całkiem sporej sumki na gotowe instrumenty, pozwól dziecku stworzyć je samemu lub Ty zrób je dla dziecka. W przypadku starszych dzieci wystarczy, że wytłumaczysz mu jak działa np. gitara (jak jest zbudowana, co sprawia, że wydaje dźwięk) a ono samo wpadnie na pomysł jak zrobić własną gitarę z pustego opakowania po chusteczkach i gumek recepturek itp.
  4. Proponuj dziecku muzykę różnych stylów, kultur i z różnych okresów historycznych. Podczas słuchania zawsze spróbuj zachęcić dziecko do zidentyfikowania przynajmniej jednego instrumentu usłyszanego w utworze. To znacznie poszerzy horyzonty muzyczne Twojego dziecka, będzie kształtować w nim świadomość i uznanie dla różnorodności stylistycznej.
  5. Wybierzcie się na koncert. I nie mam tu na myśli tylko koncertu muzyki poważnej. Absolutnie. Pozwól dziecku zobaczyć instrumenty w akcji!
  6. Jeszcze jeden prosty sposób na wprowadzenie dziecka w świat instrumentów muzycznych to wyposażenie go w kolorowanki z instrumentami muzycznymi. Możesz znaleźć je tanio w księgarniach internetowych lub skorzystać z darmowych kolorowanek do ściągnięcia w pdf-ie. (Na przykład tu lub tutaj)

Pewnie niejednokrotnie zatrzymaliście się w sklepie z płytami przed tą całkiem pokaźną szafą z kołysankami. Od Mozarta, poprzez relaksacyjne aborygeńskie zaśpiewy, aż do białego szumu i innych cudów stworzonych do tego, by nasze dzieci zasypiały i spały jak anioły. I bez wątpienia płyta taka czarować będzie dziecko swą usypiającą mocą, ale nie zapominajmy, że my sami, także nie pozostajemy w tej dziedzinie bezsilni.

Śpiewanie kołysanek jest jedną najstarszych, najbardziej naturalnych i moim zdaniem, najpiękniejszych form interakcji pomiędzy rodzicem i dzieckiem.

Głos rodzica ma moc rozweselić i dodać otuchy dziecku kiedy jest smutne, a gdy potrzeba ukoić i ukołysać zmęczone dziecię do snu. To uczucie bezpieczeństwa, ciepła i więzi z rodzicem nie tylko tworzy fundament, na którym buduje się pełną przywiązania i bliskości relacja, ale jest według mnie jednym z najcenniejszych darów, jaki możemy dziecku w ogóle dać.

Niezależnie od tego czy będziesz nucić, mruczeć czy śpiewać, wszyscy potrafimy tworzyć muzykę! Bo nie chodzi tutaj o melodię czy tekst piosenki, ale o samą interakcję: głos, dotyk, kontakt wzrokowy. Kołysanka nie służy też tylko temu, by uśpić dziecko. Praktykowana regularnie prowadzi do ogromnych korzyści także w innych obszarach.

  1. Twoje dziecko ma wtedy okazję do ćwiczenia aktywnego słuchania (a w dzisiejszych czasach to taka rzadka umiejętność!)
  2. Kołysanki, śpiewane każdego dnia, pomagają zbudować przewidywalną „rutynę senną”, prowadzącą do tego, że dziecko zasypia szybciej i śpi lepiej.
  3. Wyniki badań przeprowadzonych przez Uniwersytet w Roehampton oraz GOSH (Great Ormond Street Hospital) opublikowane w piśmie Psychologia Muzyki (Psychology of Music) wskazują także, że grupa dziecięcych pacjentów w szpitalu doświadczyła obniżenia pulsu, poziomu niepokoju oraz odczuwania bólu (!) po tym jak śpiewano im kołysanki.
  4. Kołysanki tworzą ten wyjątkowy intymny moment więzi pomiędzy rodzicem/opiekunem a dzieckiem, który buduje w dziecku poczucie bezpieczeństwa i wyrabia w nim umiejętność relaksowania się.

Oto więc kilka wskazówek jak z kołysanek wyciągnąć to co najlepsze:

Wprowadź kołysankę do codziennej rutyny.

Traktuj czas i czynności związane z kładzeniem dziecka spać (lub na drzemkę) jak Wasz wspólny rytuał. Jego stałym elementem niech będzie właśnie kołysanka. Wystarczy, że poświęcisz na śpiewanie 5 minut.

Nie skupiaj się na słowach ani swoich umiejętnościach wokalnych.

Słowa mogą być bez sensu, a melodia śpiewana nieczysto. Możesz wykorzystać imię dziecka lub wyśpiewywać czułe słówka. Śpiewaj, nuć, mrucz. To naprawdę nie ma znaczenia! To „kołyszące brzmienie” oraz ciepło bliskości i bezpieczeństwa sprawiają, że kołysanki działają. Jeśli Twoje opory przed śpiewaniem a capella są naprawdę duże, wykorzystaj płytę CD, puść ją jednak bardzo cicho, w tle i śpiewaj z nią.

Rozkoszuj się chwilą.

Podczas śpiewania przytulaj dziecko siedząc w bujanym fotelu lub stojąc i kołysząc się do muzyki. Doprowadź do momentu w którym Twój umysł „oczyszcza się” i ciesz się tym przytulnym, cudownym momentem gdy Ty, Twoje dziecko i muzyka stajecie się jednym. (Brzmi w sposób egzaltowany, ale tak naprawdę się dzieje!)

Gdy Twoje dziecko jest już starsze używaj w ciągu dnia także innych, piosenek, rytmiczanek i muzycznych zabaw jako sposób na wspólną zabawę, rozwój i budowanie bliskości, ale nigdy nie zapominaj o kołysankach. Są przydatne i odpowiednie na każdym etapie rozwoju!

A teraz przyznajcie się, czy wiedząc to wszystko nie macie ochoty chwycić dziecka w objęcia i zacząć śpiewać?