Czy według mnie na YouTube’ie jest masa złej, dramatycznej i szkodliwej muzyki? Tak. Czy ona ma miliony wyświetleń i dociera do szerokiego grona? Niestety tak. Ale czy to oznacza, że na YT nie ma wartościowej muzyki? Na szczęście nie! I dziś podpowiem Wam, która to właśnie ta wartościowa i jak szukać jej podobnych.

Wartościowa, czyli…?

O tym, kiedy muzykę można nazwać wartościową, jak to wytropić, ocenić i rozpoznać pisałam w jednym z moich poprzednich artykułów: Jak odróżnić dobrą muzykę dla dzieci od złej?. Tam Was zatem odsyłam, bo rozłożyłam sprawę na czynniki pierwsze i będziecie mieć pewność, o czym właściwie rozmawiamy.

A jeśli chcecie mieć wartościową muzykę zawsze pod ręką – na płycie, w telefonie czy na pendrivie – śmiało sięgnijcie po produkty Pomelody. Każdy jest dobry, każdy jest wartościowy.

Czas na konkrety!

Zdarza mi się w moich filmach czy wpisach wskazywać na przykłady złej muzyki dziecięcej. Takiej, która nie rozwija, nie pobudza do współodczuwania i współtworzenia. Dlatego dzisiaj zabiorę Was na drugi biegun, czyli tam, gdzie muzyka dla dzieci brzmi tak, jak brzmieć powinna i daje dużo, dużo, duuuuuużo dobrego! Startujemy!

W odcinku opowiem Wam dokładnie, co, jak i dlaczego, a niżej zostawię linki do wszystkich utworów, o których będę mówić. Koniecznie je sprawdźcie!

Obiecana lista:

  1. Dieder Jeunesse

2. Barefoot Books

3. Lullabies from Around the World

4. Pomelody

5. Lutosławski Tuwim. Piosenki nie tylko dla dzieci

6. Teatr CHOREA  „Lulabajki”

Więcej niż dźwięki

Zwróćcie też uwagę, że wszystkie te polecane, wartościowe kawałki, mają również przepiękne, dopracowane i nieoczywiste animacje. To kolejny wyróżnik, za który twórcom należą się wielkie brawa, a jednocześnie – jeszcze jedna szansa, by rozwijać dziecko przez sztukę – tym razem wizualną. Korzystajcie zatem podwójnie!

Dziś porozmawiamy sobie trochę o tym, czy szkoła muzyczna krzywdzi dzieci. Jeśli tak – w jaki sposób? Jeśli nie – co daje? Porozmawiamy sobie o tym dosłownie, bo zaprosiłam Olenę, z którą pracujemy w Pomelody, a która jest jednocześnie (podobnie jak ja) muzykiem z wykształcenia (pasji i zamiłowania też, wiadomo!). 😉

Szkoła czy nauczyciel? 

Kiedy myślimy o szkole muzycznej, to zwykle mamy na myśli szkołę państwową. Z prostego powodu: szkoła państwowa wydaje się dostępna dla każdego. Jest też w pewnym stopniu dofinansowana, więc nawet jeśli za nią płacimy, to stosunkowo niewiele. 

Musimy zdawać sobie jednak sprawę z tego, że w kształceniu muzycznym, nie tyle chodzi o szkołę, co o nauczyciela. O to, jaki system przyjmuje, jakie ma wymagania, jak uczy i czego właściwie uczy. Czy dba o zaszczepienie miłości do muzyki? Czy motywuje do otwartości, improwizacji, muzycznej świadomości? Czy jest tylko realizatorem takiego czy innego programu? 

Czy w państwowej szkole muzycznej można znaleźć dobrego nauczyciela? Można. Ale trzeba szukać. Sprawdzać. Przekonać się, poświęcić czas, przyjrzeć lekcjom w praktyce. Naprawdę warto! Trzeba bowiem mądrości nauczyciela, który “daje żyć” i daje taką przestrzeń, że szkoła muzyczna nie jest traumą. 

Teoria i praktyka

Czy w szkole muzycznej jest dużo zajęć teoretycznych? Tak. Czy po 12 latach kształcenia muzycznego zdarzało mi się czuć jak głupek, bo ktoś sobie grał, śpiewał, improwizował, a ja wiedziałam, co robi źle, ale nie miałam nut, więc nie byłam w stanie dołączyć? Tak. 

Czy Olena chodziła na literaturę muzyczną, kształcenie słuchu i chór? Nie. Mało tego: rezygnowała z tych zajęć świadomie i… była z tego powodu bardzo zadowolona! Więcej opowie Wam w filmie. 

Zaznaczę jednak od razu, że nie jest to obrzucanie błotem szkoły muzycznej, bo ta naprawdę ma potężne zalety. Jakie? Opowiemy o tym. Tak, na tytułowe pytanie również odpowiem i to dwukrotnie. A pod filmem: polecajka dla tych, co chcą więcej!

„Chcę, a boję się…”

Zdaję sobie sprawę z tego, że jako muzyk „mam łatwiej”, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, która szkoła muzyczna (czy ogólnie: jakie zajęcia muzyczne) są dla mojego dziecka najlepsze. Swoją wiedzą dzielę się jednak otwarcie w książce „Rok wychowania przez sztukę”. Znajdziecie tam m.in. takie rozdziały, jak:

  • Kiedy rozpocząć naukę gry na instrumencie?
  • Czy zmuszać dziecko do ćwiczeń?
  • Czy szkoła muzyczna to dobry pomysł?
  • Jak ugryźć muzykę poważną?

I wiele, wiele innych! Dlatego z czystym sumieniem mówię: warto!

czy bycie artystą się opłaca

To jest ten czas – porozmawiamy o pieniądzach. Bo niby fajnie być artystą, wiecie: robić to, co się kocha, realizować szalone pomysły, uwalniać swoją kreatywność, spełniać się, tworzyć, zachwycać, ale… czy da się z tego żyć?

Kim właściwie jest artysta? 

Wyjaśnijmy sobie jedno i zróbmy to na starcie. Według mnie, artystą może być KAŻDY. Tak, to takie proste, bo całą sobą czuje, że absolutnie każdą rzecz można robić w sposób artystyczny. Zastanówcie się sami, ilu znacie wspaniałych, wrażliwych, kreatywnych ludzi, niesamowicie twórczych wewnętrznie, którzy przez jakieś społeczne szufladki mówią: ”Nieeeee, nie jestem artystą”. Też chcecie wtedy krzyczeć: “Na litość fioletowej żyrafy, jak nie jesteś?! No jak nie jesteś, jak jesteś!”. Bo ja mam taką ochotę. Wielokrotnie.

Z drugiej strony: sama znam ludzi, którzy zabili w sobie artystę. Takich, co wiecie, skończyli studia, są magistrami sztuki (takiej, śmakiej czy owakiej), ale po prostu – zamordowali tego wrażliwego, kreatywnego, twórczego siebie. I nie dlatego, że się “sprzedali” i śmieli nagle “robić sztukę za pieniądze”. 

Kim według mnie jest zatem artysta? Nie wiem. Zupełnie serio: nie wiem. Dla mnie bycie artystą, to sposób patrzenia na świat. Dlatego tyle mówię o wychowaniu przez sztukę. Dlatego też ta książka, te kursy, te produkty z wartościową muzyką Pomelody. 

Artystyczne 4 x F 

Dobra, miało być o pieniądzach, więc będzie. Bo sztuka sztuką, muzyka muzyką, pasja pasją, ale jeść coś trzeba i do ciepłej wody w kranie też każdy z nas jest mocno przywiązany. Dlatego mam dla Was kilka słów o artystycznym 4xF: finansowo, fajnie, futurystycznie i fizycznie. Tak to rozpracowaliśmy z Filipem. Tacy jesteśmy dumni:

Dla tych, co lubią konkrety, dodatkowe doprecyzowanie, o czym mówimy w filmie: 

  1. Czy warto być artystą?
  2. Czy to się opłaca? Ile hajsu się zarabia?
  3. Czy popychać w tym kierunku dzieci?
  4. Czy będzie czas dla rodziny? 
  5. Czy bycie artystą ma przyszłość?
  6. Czy męczy fizycznie?
  7. Czy naprawdę jest tak fajnie, jak mówią?

PS. Nie mogę sobie odmówić, więc jeszcze mały spoiler: tak, bycie artystą jest fajne. Nie, nie ma opcji na work-life balance. Tak, jeśli zwykły Zenek weźmie kamerę, będzie w tym dobry i kreatywny, to będzie miał spoko hajs. Oglądajcie!